, ,

Jak trenować, by się budować? Regularnie?

Strefa zawodnika - blog sportowy

W akapicie poniżej, który miał być pierwszym, słowo wymknęło mi się spod kontroli i wodziło mnie za nos. Kasować już nie będę skoro na świat przyszło i swoje trzy grosze wrzuciło. Zapraszam do krótkiego artykułu na temat regularności i chyba nie tylko 😉

Nie trzeba wielkiego filozofa, by stwierdzić, ze systematyczność, regularność, pewna powtarzalność zwielokrotnia siłę bodźca z jakim oddziałujemy na nasz umysł, czy ciało. Brzmi być może to dość abstrakcyjnie, ale przecież nie tylko zdrowe nawyki nabierają swojej siły, ale również te negatywne, pod wpływem regularnie powtarzającego się czynnika. Stąd też pewna tu doza abstrahowania od konkretnego oddziaływania konkretnej stymulacji. Abstrahuję póki co również od tego, czy są to nawyki, czy pewne zmiany w naszym wyglądzie.

Można by wręcz rzec przekornie, że każdy z nas jest systematyczny, regularny. Jeden regularnie zasiada przed telewizorem i z piwem na kanapie, nurzając wąsa w pianie trunku, i wprawiając się w zadumę nad dobrotliwym działaniem chmielu, a do tego źródle wolności jaka w nim siedzi, gdyż nie poddaje się stadnemu pędowi do nękania swojego ciała, trenuje uwydatnienie swoich mięśni brzucha w trwałej i widocznej ekspozycji. Drugi znowu regularnie idzie na siłownię i z podobną systematycznością katuje swoje ciało w imię jego zdrowia, piękna, lub jakichkolwiek innych korzyści, lub utajonych kompensacji 😉

Czy zatem należy być systematycznym? Czy właściwa byłaby pochwała regularności? Można się pokusić o odpowiedź twierdzącą, jeśli za tą systematycznością będzie się kryło to, co nam służy, co nas oswobadza, co nas czyni odpowiedzialnymi za swoje wybory.

Jeśli dążeniem każdego człowieka, nazwijmy to normalnego, jest chęć zachowania dobrego zdrowia, cieszenia się życiem, bycia szczęśliwym, to wówczas równie naturalna staje się pochwała tejże systematyczności, która do takiego stanu rzeczy ma prowadzić.

Niewątpliwie służy nam sport, niewątpliwie sprawność oswobadza nasze ciała, nadając im więcej fizycznej wolności, braku skrępowania, zniewolenia niedołężnością, ale niewątpliwie również pozwala nam się stać ludźmi wolnymi mentalnie, duchowo, którzy odpowiadają na wybór, jaki niemal każdego dnia przed nami staje: poddać się trudnościom i powiedzieć „nie mogę”, czy uczynić kolejny krok ku wyzwaniu. Dawna mądrość mówi, że „dla chcącego, nic trudnego”. Więc bierz torbę sportową, pakuj manatki i zabieraj się na trening! Ta dobra systematyczność, ta pracowita, którą wybieramy siłą naszego charakteru, to nauka odpowiedzialności. To uważanie się za osobę, która odpowiada na okoliczności, ma wolność wyboru, wybiera. Wybiera zdrowe życie z dala od złych uzależnień. I być może trąci tu troszkę nadmiernym filozofowaniem, zgodnie zresztą z moim wykształceniem, to jednak chcę wyrazić swoje przekonanie, iż to ja odpowiadam, daję odpowiedź światu na jego zapytania, a moją odpowiedzią jest kolejny trening, który przybliża mnie do mojego celu. Wychodzę poza „mogę i „nie mogę”, ale wchodzę w świat „wybieram”, bo w konsekwencji, wybór zawsze pozostaje w moich rękach. Czasem jest – być może – jest tylko trochę trudniejszy.

A czy można stać się niewolnikiem treningu, niewolnikiem ciała pod płaszczykiem systematyczności? Jasne, tak samo jak można stać się niewolnikiem narkotyków, czy alkoholu. Chyba żadne zniewolenie, uzależnienie nie jest dobre. Musimy być uważni, czy jeszcze sport jest dla nas, czy my dla sportu.

No dobra, to teraz bardziej po ludzku…

Regularna aktywność fizyczna, bo jeno na niej się teraz skupię, może nieść za sobą korzyści zarówno o podłożu psychologicznym, jak i fizycznym.

Z psychologicznego punktu widzenia, oprócz kwestii poruszanych powyżej, człowiek nabiera większego zaufania do siebie, gdy zauważa, że potrafi być regularny w ćwiczeniach. Często przecież musi pokonać pewne okoliczności i pokazać swój wybór, swoją odpowiedź na to, co niesie świat. Każde takie wzmocnienie powoduje to, że stajemy się silniejsi, nasza zdolność do opierania się temu co łatwe wzrasta, wychodzimy powoli ze swojej strefy komfortu, zaczynamy przekraczać siebie. Rozwijamy się. Zauważamy, że zmienia się nie tylko nasze ciało, ale i my sami. Regularność daje nam kolejne wzmocnienie w postaci wymiernych wyników. Zaczynamy pracować nad sobą, nad naszą koncentracją, mobilizacją do działania… Nasz charakter zaczyna się budować, lub przebudowywać, a na pewno stajemy się silniejsi. Zdobywamy poczucie panowania nad własnym życiem. Nie jesteśmy już rzuceni w tygiel zmiennych kolei losu, który mieli nasze istnienie jak łajbę na falach burzliwego oceanu, ale to my wybieramy wody, po których płyniemy.

Uczynienie ze sportu kultury swojego życia, pozwoli nam również chronić się przed kontuzjami sezonowych sportowców, którzy w zimę nagle ubierają narty na nogi i kończą często z uszkodzonymi kolanami na wyciągu, z naderwaniami, czy poważnymi przeciążeniami. Wiadomo, że organizm musi zaadoptować się do wysiłku. Oznacza to, że musimy go przygotować na wysiłek, któremu chcemy go poddać, a najlepiej to czynić podnosząc stopniowo przeciążenia. Możemy czynić to dzięki regularnemu treningowi. Umożliwi to nam unikanie kontuzji, gdy rzucimy się ponownie na sport po przerwie, jak pies na zmrożoną na kość kiełbasę. O tym, że tylko systematyczny trening zagwarantuje nam wymierne wyniki, nie będę pisał, bo to zdaje się być oczywiste. Nie można przecież mieć jakichkolwiek wyników trenując raz w miesiącu. To może dwa? Kto wie :). Wierzę, że nie staramy się określić jedynie swego minimum, choć przecież w swoich treningach staram się robić minimum, by osiągnąć maksimum efektów ;).

Niewdzięczny ten temat systematyczności, gdyż łatwo zastawić stół strawą w postaci łatwo przyswajalnych komunałów, a z drugiej, można popaść w nadmierny rygoryzm. Zawsze warto jednak dbać o to, by zasady jakie tworzymy, były dla nas, a nie my dla zasad. Zasady mają nam służyć, a nie my zasadom. Systematyczność, to również pewna zasada, maksyma mogąca stać się nicią przewodnią naszego życia. Arystoteles już nas namawiał do tego, by kroczyć drogą złotego środka i trzymać się z dala od skrajności. W świecie, gdzie odczuwa się brak zasad, próba uczepienia się jakiejkolwiek zasady, stałego gruntu, staje się bardzo nęcące. Trenujmy zatem systematycznie, ale i mądrze!

MARCIM_45

Halooo! Czy ktoś tu jeszcze jest? To może jeszcze jeden kamyczek do jeziora porad wrzucę. Czasem mi się nie chce, jak każdemu. Ot tak zwyczajnie. Nie ze zmęczenia, ale z wygodnictwa, bo książka, bo to, bo siamto. Wówczas traktuję trening jako pracę, podobnie czytanie, rozwijanie się, doskonalenie, medytowanie. Tak, to wszystko nie zawsze przecież musi być przyjemne, nawet, jeśli to kochamy. W zdrowej dyscyplinie, trzeba czasem wziąć się w karby i pójść do pracy, a później cieszyć się z dobrego wyboru. No i napisałem najbardziej konkretny akapit na samym końcu 😉

Zatem powtórzę: trenujmy systematycznie, ale i mądrze!