,

“Wszystko albo Nic”

Trening – rzecz ważna, lecz nie święta.

Czasami wstajesz rano, drapiesz się po tyłku, i cholera wie gdzie jeszcze, a do tego przeraźliwie ziewasz i masz syndrom wczorajszego treningu. Wciągasz śniadanie w formie stałej, albo płynnej i idziesz na poranny trening. Ryj ciągle się drze, jak u lwa przed pożarciem antylopy. Wchodzisz do świątyni potu i wysiłku, lecz wcześniej zamykasz gębę, by zmieścić się w drzwiach. Nie da rady. Czas na kawę :).

Read more